Archiwum dla miesiąca 27 lutego 2009

27 lutego 2009 | Autor: Kamil Rusjan

Prywatność w Internecie

Najnowszy raport Burst Media przeprowadzony w grudniu 2008 na próbie 4,000 respondentów w wieku od 18 lat wzwyż pokazuje, że zdecydowana większość (80,1 proc.) użytkowników Internetu jest zaniepokojona prywatnością swoich danych osobowych w sieci (takie jak wiek, płeć, dochody czy zachowania w Internecie).

Troska o treści jest powszechna wśród wszystkich respondentów, jednakże wzrasta ona z wiekiem: 67,3 proc. wśród respondentów w wieku 18-24 lat do 85,7 proc. z grupy 55 lat i starszych. Ponad 60 proc. ankietowanych ma świadomość śledzenia, gromadzenia i udostępniania informacji, które występują w wyniku działalności w Internecie.  Nie widzą oni również wartości w reklamach kierowanych do nich w oparciu o ich zachowanie w Internecie. Trzech spośród pięciu (62,5 proc.) respondentów potrafi określić, że prawdopodobnie witryna, którą odwiedza zbiera informacje o użytkowniku. Co ciekawe, mniej niż połowa (47,8 proc.) w wieku 18-24 lata twierdzi, że istnieją takie witryny, które zbierają informacje.

Z badań D-Link Technology Trend wynika, że Internauci chętnie zamieszczają w sieci tworzone przez siebie treści. Najpopularniejszą formą aktywności są komentarze pod artykułami (17%), dyskusje na forach (16%) oraz komentowanie postów zamieszczanych na blogach prowadzonych przez innych użytkowników (12%). Co dwudziesty internauta (5%) przyznaje się, że tworzy swój własny blog. W sumie niemal 1/3 internautów deklaruje tworzenie treści w sieci.
Użytkownicy serwisów społecznościowych w zdecydowanej większości zdają sobie sprawę z ewentualnych zagrożeń związanych z wykorzystaniem własnych danych osobowych. Dwóch na trzech użytkowników (64%) stara się w ogóle nie podawać swoich prawdziwych danych lub udostępnia je jedynie zaufanym znajomym. Co piąty (21%) ma świadomość istnienia problemu, ale się nim zbytnio nie przejmuje, a jedynie 15% osób korzystających z serwisów społecznościowych w ogóle nie obawia się wykorzystania ich danych osobowych.

Polscy internauci uznają też, że najciekawsze informacje dostępne w sieci pochodzą bezpośrednio od innych internautów – twierdzi tak 46% badanych, a jedynie co piąty (19%) jako najciekawsze wskazuje teksty profesjonalnych dziennikarzy. Jeszcze gorzej w tej konkurencji wypadają działy marketingu firm obecnych w sieci – zaledwie 4% internautów wysoko ocenia treści zamieszczane przez firmy komercyjne.

25 lutego 2009 | Autor: Kamil Rusjan

Serwisy społecznościowe – co z nimi nie tak?

Jak donosi serwis Guardian serwisy społecznościowe takie jak Facebook mogą wywoływać negatywne zmiany w umysłach całego pokolenia młodych. Korzystający z serwisów mogą stracić poczucie granicy, gdzie kończy się wirtualny świat, a gdzie zaczyna się realny.

Susan Greenfield ostrzega, że serwisy społecznościowe przyczynią się do infantylności społeczeństwa. Zmienią się ludzkie priorytety, zaś najważniejszym stanie się pogoń za sensacją. Społeczeństwo może zostać pozbawione poczucia tożsamości. Gdyż owe serwisy nieustannie cię zapewniają o tym, że jesteś wysłuchiwany, rozpoznawalny i równie ważny jak każdy inny użytkownik.

Greenfield obawia się też, że “prawdziwa rozmowa w realnym świecie może zupełnie zostać zastąpiona przez łatwiejsze i szybsze dialogi na ekranie, w ten sam sposób, w jaki okrutne zabijanie zwierząt zostało zastąpione wygodnym opakowaniem z mięsem, które można kupić w supermarkecie.”

*Susan Greenfield, profesor farmakologii na Uniwersytecie Oksfordzkim, dyrektor Royal Institution jest cenionym naukowcem, pisarką i dziennikarką.

Niemal co trzeci Polak aktywnie korzysta z internetowych serwisów społecznościowych – wynika z badań D-Link Technology Trend. Okazuje się, że świadomość istnienia serwisów społecznościowych ma ponad połowa Polaków (53%), a aktywnie korzysta z nich 31% społeczeństwa. Użytkownicy prowadzą życie w sieci głównie dla utrzymania dotychczasowych znajomości (57% osób) oraz z ciekawości (52%). Co czwarty respondent przyznaje, że serwisy społecznościowe pomagają mu zabić wolny czas. Tyle samo użytkowników szuka tam nowych znajomości, a 18% korzysta z takich serwisów by dyskutować na interesujące tematy. Liderem polskich społeczności jest Nasza-klasa.pl. Serwis, który od połowy 2007 roku bije rekordy popularności znają niemal wszyscy internauci (90%). Co więcej, 73 % użytkowników Internetu w Polsce aktywnie z niego korzysta. Kolejne miejsca zajmują Fotka.pl (48% słyszało o tym serwisie, natomiast 20% korzysta), Sympatia.pl (28% słyszało, 7% korzysta) i Grono.net (odpowiednio: 26% i 11%). Internauci znają również zagraniczne serwisy społecznościowe, przede wszystkim MySpace.com (12%) i Facebook.com (5%).

Wydawać się może, że jest to nieunikniony porządek ewolucji. Telefony komórkowe diametralnie zmieniły podejście społeczeństwa do komunikowania się. Zamiast iść do budki telefonicznej, wolimy wyjąć telefon z kieszeni, zadzwonić do bliskiej osoby lub wysłać jej krótką wiadomość tekstową. Podobny los czeka serwisy społecznościowe jak i podejście całego społeczeństwa. Na przestrzeni lat świat przeszedł kompletną metamorfozę, rozwój nowych technologii przyćmił świadomość tego, że człowiek również podlega ewolucji i doskonaleniu. Być może nowa era komunikowania się, m.in. za pomocą serwisów społecznościowych to nieunikniony kierunek, do którego wcześniej czy później będziemy musieli się przystosować…

23 lutego 2009 | Autor: Kamil Rusjan

Gazeta.pl: „Sąd nad Zatoką Piratów”

Kilka dni temu cały świat obiegła wieść o tym, że twórcy serwisu The Pirate Bay stanęli przed sądem. Gazeta.pl powołując się na Agencję Reutersa przekazała najświeższe wiadomości w krótkim newsie.

Na stronie szwedzkiego trackera czytamy: „Na serwerze są przechowywane wyłącznie pliki torrent. To oznacza, że żadne materiały prawnie chronione nie są przez nas składowane. Z tego względu nie jest możliwe utrzymywanie, że ludzie stojący za Pirate Bay są odpowiedzialni za materiał udostępniany za pomocą trackera. Jakiekolwiek roszczenia organizacji chroniących prawa autorskie będą wyśmiane i opublikowane na stronie.”

Wytwórnie za łamanie praw autorskich domagają się milionowego odszkodowania. Branża filmowa i muzyczna od kilku lat starała się doprowadzić twórców serwisu do sądu. Dopiero tydzień temu udało się odnieść sukces. 16 lutego w Sztokholmie rozpoczął się proces twórców The Pirate Bay. Cała czwórka odrzuca zarzuty, twierdząc, że nie są odpowiedzialni za to, jakimi plikami wymieniają się użytkownicy. I cały proces nazywają “politycznym”.

Z kolei szwedzka prokuratura przedstawia nieco odmienny pogląd na sprawę. Zarzuca im promowanie piractwa i zarabianie na serwisie, który umożliwiał dzielenie się chronionymi przez prawo utworami. W wypadku uznania przez sąd winy, twórcom The Pirate Bay grozi do dwóch lat więzienia. Dodatkowo wytwórnie domagają się ok. 12 mln dolarów odszkodowania.

Przypomnijmy, że serwis The Pirate Bay jest największym w świecie trackerem bittorenta. Bittorent to protokół dzielenia plików, który umożliwia, wiarygodnie i szybko, przesyłanie dużych plików. The Pirate Bay zostało założone przez szwedzką organizację anty copyright Piratbyrån pod koniec 2003.

Na blogu D-Link Technology Trend można znaleźć jeszcze dwie informacje odnośnie „afery” związanej z The Pirate Bay:

Badania D-Link Technology Trend jednoznacznie pokazują, że ponad 1/3 (36 proc.) polskiego społeczeństwa uważa, że nie ma nic niestosownego w pobieraniu z Internetu plików muzycznych lub filmów objętych prawem autorskim. Zaledwie co piąty (21 proc.) ankietowany uważa, że jest to naganne. Na pytanie, co powinny zrobić osoby, które już ściągnęły muzykę lub film z Internetu, tylko 9 proc. badanych odpowiedziało, że powinny kupić legalną płytę z danym utworem. Kolejne 5 proc. namawia do zakupu pod warunkiem, że ściągnięty utwór przypadł ściągającemu do gustu. Natomiast aż 39 proc. badanych wybrało odpowiedź „nic nie muszą robić”. Do ściągania filmów z sieci przyznaje się 23 proc. ogółu internautów. Wśród nich ponad połowa (52 proc.) udostępnia pliki innym użytkownikom.

18 lutego 2009 | Autor: Kamil Rusjan

Pracownicy “zapychają” firmowe sieci?

Firma analityczna Blue Coat System przeprowadziła badania, z których wynika że: „menedżerowie odpowiedzialni za sprawy związane z IT mają coraz mniejszą kontrolę nad zarządzanymi przez siebie sieciami. Główną przyczyną takiego stanu rzeczy jest zbyt duża liczba uruchamianych przez pracowników aplikacji, które w znacznym stopniu powodują ograniczenie przepustowości sieci firmowych.” – czytamy na portalu IDG.pl.

Najczęściej występującym problemem są uruchamiane przez pracowników aplikacje, które nie mają związku z wykonywanymi przez nich obowiązkami. Powodują niezauważalne obciążenie sieci, przez co wpływa na jej ogólną wydajność. Głównymi winowajcami tej sytuacji są YouTube, MetaCafe, serwisy społecznościowej czy chociażby portale aukcyjne.

Dalej czytamy, że: „Wiceprezes Blue Coat, Nigel Hawthorn, stwierdził, że przyczyną takiego stanu rzeczy są przynajmniej dwie kwestie. Po pierwsze, według wyników badań, żaden z menedżerów IT nie chce blokować pracownikom dostępu do sieci, gdyż mogłoby to narazić go na krytykę z ich strony. Druga przyczyna jest znacznie bardziej poważna i dotyczy tego, które treści powinny, a które nie powinny być blokowane przez administratora. Bardzo często się bowiem zdarza, że te same serwisy mogą być wykorzystywane przez pracowników w różny sposób. I tak np. YouTube może służyć do przeglądania czy umieszczania w sieci prezentacji produktów, natomiast serwisy społecznościowe takie jak np. LinkedIn mogą służyć do poszukiwania nowych pracowników. Sytuacji nie poprawiają również serwisy działające w oparciu o model Web 2.0, które w znacznym stopniu ograniczają możliwość rozpoznania rodzaju przesyłanych dzięki nim danych. Według badania w ostatnich dwóch latach ilość oprogramowania uruchamianego i wykorzystywanego w sieciach korporacyjnych wzrosła o 200%.”

Z badań D-Link Technology Trend wynika, że Polski sektor MŚP nie boi się blokować swoim pracownikom dostępu do aplikacji oraz stron, które w żaden sposób nie są związane z wykonywaną pracą. Ograniczenia Internetu w firmach dokonuje się najczęściej poprzez blokadę aplikacji P2P – prawie 2/3 (65,4 proc.) polskich koncernów nie toleruje używania tego typu programów. Ponad połowa (55,2 proc.) przedsiębiorców blokuje dostęp do konkretnych stron WWW. Zaś 49,8 proc. blokuje porty do gier (np. port 6112 obsługujący serwery Battle.net). Przeszło 1/3 (34,1 proc.)  firm blokuje protokoły FTP. Do blokowania komunikatorów przyznaje się 27,4 proc. pracodawców. Blokad streamingu mediów dokonuje 21 proc. firm. Prawie co piąty (18,2 proc.) przełożony blokuje prywatne adresy e-mail. Natomiast do najbardziej śmiałych czynów – całkowitej blokady przeglądarek – przyznaje się co dziesiąta firma – 11,4 proc.

Do obejrzenia prezentacja pełnych wyników naszych badań.

16 lutego 2009 | Autor: Kamil Rusjan

Porównywarki cen – która “najlepsza”?

Unikalną cechą społeczeństwa jest różnorodność. Każdy z nas ma swoje upodobania i gusta. Dla jednych liczy się wygląd zewnętrzny samochodu, inni zaś preferują doskonałe wykończenie tapicerki. Identyczną sytuację możemy zaobserwować przy wyborze porównywarek cen w Internecie. Wielu z nas zapatruje się na pojedyncze funkcje tego typu stron, których nie znajdziemy u konkurentów. Dlatego też ciężko wyłonić jest w takim wyścigu zwycięzcę.

Artur Małek w swoim artykule prezentuje ranking „najlepszych” przeglądarek (wg. Megapanel PBI/Genius oraz opinii niezależnych ekspertów). Obszerny news autora przybliża nam ich początkowe etapy, unikalne funkcje czy samych zwolenników. Fachowo opisuje w jaki sposób dokonuje się wyboru „najlepszej” porównywarki cen. Przytacza opinie ekspertów, jak choćby komentarz nie pozostawiający „suchej nitki” na polskich porównywarkach: „Wśród omawianych 5 porównywarek nie ma takiej, która w 100% realizuje potrzeby użytkownika” – mówi Wojciech Kuśmierek„Żadna z nich nie napoczęła tematu rozpoznawania potrzeb. Pod względem użyteczności najbardziej wybijają się Skąpiec i Ceneo.”

Sednem tematu jest jednak klasyfikacja porównywarek w sieci. Niezaprzeczalnym liderem jest Ceneo.pl (wg. autora 20 proc. polskich internautów porównuje ceny właśnie tutaj). Drugą najpopularniejszą w Polsce porównywarką jest Nokaut.pl. „W ciągu ostatniego roku (listopad 2007- listopad 2008), rzesza użytkowników porównywarki powiększyła się o ok. 500 tys. (real users). Dla porównania dodajmy, że na Ceneo.pl przybyło 500 tys. użytkowników w ciągu samego listopada 2008 r.” Ostatnie miejsce na podium należy do Skąpiec.pl. Zaraz za podium znajduje się Okazje.info.pl oraz Twenga.pl.

Z kolei z badań D-Link Technology Trend wynika, że najpopularniejsza porównywarka w sieci to również Ceneo.pl – na tą witrynę wskazało 43 proc. użytkowników Internetu. Co piąty (23 proc.) ankietowany wskazał BazarCen.pl. Tuż za nim na podium znalazł się Skąpiec.pl z wynikiem 21 proc. Na podium nie znalazł się Nokaut.pl, którego dzieli ogromna przepaść pomiędzy wyżej wymienionymi stronami, bowiem zaledwie 8 proc. internautów wskazało tą porównywarkę.

To co jeszcze charakterystycznego udało się wydobyć z naszych badań to fakt, że Ceneo jest chętniej wybierane przez kobiety (47%) niż mężczyzn (43%), a także jest częściej wybierane przez osoby z wyższym wykształceniem  (57%). Podobnie zresztą jeśli chodzi o wykształcenie rzecz ma się w porównywarką Nokaut.pl. Korzystają z niej głównie osoby lepiej wyedukowane. Z kolei BazarCen.pl najskuteczniej dociera do osób z wykształceniem zawodowym.

Rozbieżność wynika ze zwykłych upodobań społeczeństwa. Niektórzy w ogóle nie zwracają uwagi na markę porównyrwarki cen, których używają. Co dziesiąty internauta nie wie jakiej porównywarki używał w ostatnim czasie. Trudno zatem jest klasyfikować rzeczy, których jednym z najważniejszych wyznaczników jest właśnie gust.