Archiwum dla miesiąca 28 maja 2009

28 maja 2009 | Autor: Andrzej Jędrzejczak

Kataryna, czyli o kształtowaniu się debaty publicznej w sieci

Zaiskrzyło na linii dziennikarze – blogerzy. Wszystko za sprawą Kataryny, blogerki piszącej pod pseudonimem, znanej z ostrości i bezkompromisowości swych sądów, rzekomo zdemaskowanej przez „Dziennik”. Nad całą sytuacją unosi się smrodek – mdląca woń personalnych rozgrywek, szantażu, jakim „Dziennik” chciał nakłonić Katarynę do comming out’u, straszenia prasą brukową, w końcu złamania przez redakcję danego słowa i de facto upublicznienie tożsamości blogerki.
Blogi i fora rozpaliły się do czerwoności, posypały się argumenty i inwektywy. W obronie Kataryny, prócz blogerów, stanęła również GW, która nie przepuściła okazji, by przyłożyć konkurentowi, oczywiście „w słusznej sprawie”.

Trochę żenada, ale ostatecznie pożyteczna. Cała awantura bowiem z nową mocą wyciągnęła do publicznej dyskusji kwestię anonimowości blogerów, ich odpowiedzialności za słowo i wpływu tej sytuacji na debatę publiczną.

Lekko upraszczając, „obrońcy anonimowości” argumentują, że pozwala ona na nieskrępowane, wolne od nacisków wyrażanie poglądów, tym samym przyczynia się do rozwoju debaty publicznej i demokratyzuje ją. Z drugiej strony, jak argumentuje obóz „obrońców jawności”, anonimowość prowadzi do patologii. Bloger, czy dyskutant na forum internetowym, chowając się za pseudonimem nie bierze cywilnej odpowiedzialności za słowo, może kłamać, oczerniać i szkalować. Nawet potoczna obserwacja internetowych dyskusji zdaje się ten mechanizm potwierdzać. Społeczne normy zachowań, wynikające z ogólnie przyjętych i podzielanych wartości, utrzymują swoją moc właśnie ze względu na swój społeczny charakter oraz sankcje jakimi są one obwarowane. Erozja norm na skutek anonimowości nie jest ani zjawiskiem nowym, ani „wirtualnym”. W „realu” mamy z nią do czynienia od czasu pierwszej fali industrializacji. Za sprawą Internetu zjawisko to mocno wkroczyło do debaty publicznej.

Warto jednak zwrócić uwagę na fakt, że anonimowość blogerów również podlega ograniczeniom. I nie chodzi tu o możliwość demaskacji, szczególnie w tak słabym stylu jaki zaprezentował „Dziennik”. Po prostu sankcje społeczne, jakimi obwarowana jest publiczna debata w „realu”, przybierają specyficzne, odpowiednie temu medium formy w Internecie.
„Kataryna” to taka sama marka jak „Cezary Michalski”. W ten sam sposób musi pracować na swoją wiarygodność, poczytność i zaufanie odbiorców. Co więcej, każdy wpis na blogu otwarty jest na natychmiastową, publiczną krytykę. Publicystę „Dziennika” skrytykować może co najwyżej publicysta Wyborczej, jeśli sprawa go zainteresuje. Co więcej, kiedy bloger napisze o nas nieprawdę, nasza riposta może być natychmiastowa i skuteczna. W przypadku dziennikarza – przyjdzie z opóźnieniem, gdzieś na końcu szpalty, w postaci dwóch zdań sprostowania. Jeśli oczywiście mamy dość determinacji i wiedzy o prawie prasowym by do tego doprowadzić. „Wirtualne” sankcje mogą być więc skuteczniejsze niż te „realne”.

Podobnie jak w realu potrzebują tylko czasu, by się w pełni wykształciły i nabrały mocy.

25 maja 2009 | Autor: Kamil Rusjan

E-głosowanie w Polsce, czy warto?

W weekend na Dzienniku Internautów pojawił się interesujący artykuł Daniela Kotowskiego, w którym to przytacza dobre i złe strony głosowania przez Internet. Autor wypełnia lukę niewiedzy wielu użytkowników Internetu. Ten tekst to niewątpliwie vademecum, w którym zawarto kluczowe idee i obawy związane z e-votingiem.

Chciałbym w skrócie przedstawić argumenty za i przeciw głosowania przez Internet.

Argumenty PRZECIW:

  • Brak bezpieczeństwa,
  • niska frekwencja,
  • ogromne koszty w realizacji projektu e-votingu,
  • oszustwa, manipulowanie głosami,
  • konieczność wizyty w urzędzie,
  • maskowanie wyboru.

____

Argumenty ZA:

  • Likwidacja barier, np. dla studentów, osób niepełnosprawnych, w podeszłym wieku oraz przewlekle chorych,
  • to zachęta dla leniwych, którzy w dniu głosowania nie wybierają się do lokali wyborczych,
  • serwery przetwarzające głosy nie mają możliwości modyfikacji wyników wyborów.

____

Ponadto w artykule Filip Zagórski odpowiada na pytania, jakie problemy wiążą się z próbami wdrożenia systemu głosowania przez Internet.

Filip Zagórski: Niedawno wydawało się, że głównym problemem jest stworzenie weryfikowanego schematu wyborów. Obecnie, takich rozwiązań jest coraz więcej, jednak wiele z nich zakłada, możliwość elektronicznej identyfikacji wyborcy – to oczywiście nie stanowi problemu (technicznego) – można to zrobić choćby za pomocą podpisu elektronicznego. Problem polega na tym, że niewiele osób w Polsce korzysta z podpisu elektronicznego (bardzo mało osób w Polsce ma wykupione kwalifikowane certyfikaty). Wydaje się, że dopiero wprowadzenie nowych dowodów osobistych (zawierających tzw. podpis urzędowy) rozwiąże problem powszechności podpisu elektronicznego.

Kolejną barierą w pierwszych miesiącach od wprowadzenia nowych dowodów osobistych, będzie powszechność sprzętu (czytników kart chipowych) w gospodarstwach domowych. Dlatego, o wprowadzeniu wyborów przez internet, należy myśleć jako o jednym z elementów e-administracji. Jeżeli e-usług będzie wiele, to ludzie będą skłonni wydać kilkadziesiąt złotych na czytnik kart do swoich dowodów, bo dzięki temu będą mogli zaoszczędzić czas i pieniądze załatwiając urzędowe sprawy przez Internet. Wybory przez Internet mogą być wisienką na torcie – przecież głosujemy tylko raz na ok 2 lata, a różnego rodzaju podania piszemy o wiele częściej (do urzędu, na uczelni itd.)

Chciałem tylko w skrócie zaprezentować potencjał i wagę tego artykułu. Więcej informacji znajdziecie państwo pod tym adresem.

Poniżej znajdują się notki z naszego bloga dotyczące e-votingu, wraz z prezentacją pokazującą stosunek Polaków do głosowania przez Internet.

____


22 maja 2009 | Autor: Kamil Rusjan

Piractwo w Internecie

Rzeczpospolita.pl opublikowała ciekawy artykuł, w którym autor przytacza wyniki analiz komisji do walki z piractwem powstałej w Stanach Zjednoczonych. „Pirackie korzystanie z filmów, muzyki i gier wideo w Internecie osiągnęło niepokojący poziom w Chinach, Rosji, Kanadzie, Hiszpanii i Meksyku – stwierdzili członkowie Kongresu USA” – Czytamy na RP.pl.

W kongresowej komisji zasiada ponad 70 członków Senatu i Izby Reprezentantów. Sporządzili oni listę państw, które wyróżniają się skalą problemu kradzieży własności intelektualnej. Problem piractwa to nie tylko problemy firm, których dochody zależą od praw autorskich, to także miliony Amerykanów pracujących na ich rzecz. Komisja jednogłośnie twierdzi, że niepokojące rozmiary piractwa w wymienionych pięciu krajach to brak woli politycznej, a także brak planu na zwalczanie tego zjawiska.

– Chodzi nam tylko o to, by nie okradano producentów filmów, nagrań czy gier komputerowych, podobnie jak nie chcemy, by okradano dealerów Forda czy General Motors – wyjaśnia jeden z dwóch prezesów komisji Adam Schiff.”

Komisja najbardziej zaniepokojona jest Chinami. Rząd w Pekinie w żaden sposób nie blokował rozwoju piractwa, które skaziło całkowicie handel elektroniczny. Większość nielegalnie ściąganej muzyki pochodzi z najbardziej popularnej w Chinach wyszukiwarki Baidu. Czerpie ona znaczne dochody reklamowe z tej działalności – dodaje komisja.

W drugiej części artykułu czytamy: „Rosja wypadła nieco lepiej. W ostatnich latach dokonała pewnego postępu w przestrzeganiu praw autorskich, ale komisja uzależnia swe poparcie dla starań Moskwy o przyjęcie do WTO od większego wysiłku w walce z piractwem, bo Światowa Organizacja Handlu opiera się na takich regułach. Kanada jest także na celowniku komisji. Sąsiad USA to raj dla internetowych piratów, bo kanadyjski arsenał prawny nie dostosował się do przestrzegania przepisów o ochronie elektronicznych praw autorskich. W Hiszpanii piractwo internetowe osiągnęło rozmiary epidemii. W kraju tym brakuje narzędzi prawnych dla właścicieli filmów, nagrań gier itp., aby mogli wymusić przestrzeganie ich praw. Kopiowanie plików przez użytkowników uznano za dopuszczalne zjawisko kulturowe. Sytuacja jest tym poważniejsza, że rząd mocno obniżył kary za takie postępowanie – oceniają w Waszyngtonie.”

A jak Waszym zdaniem wygląda sytuacja w Polsce?

19 maja 2009 | Autor: Kamil Rusjan

Ściąganie to nie kradzież

Najmłodsi internauci nie uznają za kradzież ściągania z internetu plików objętych prawami autorskimi – wynika z badania przeprowadzonego wśród nastolatków przez serwis społecznościowy dla młodzieży Epuls.pl. W badaniu, które zostało przeprowadzone w dniach 11-13 maja br. wzięło udział ponad 21 tysięcy użytkowników Epuls.pl. Ankietowani odpowiadali na pytania dotyczące kwestii ściągania szkolnego oraz ściągania plików z sieci. Równo 51% młodych respondentów nie uważa ściągania plików za kradzież, 29,2% potępiło takie postępowanie a brak opinii na ten temat zadeklarowało 19,8% ankietowanych.

Wyniki sondy pokazują, że młodzi mają bardziej sprecyzowane zdanie  na temat „piractwa sieciowego” niż dorośli. Z jednej strony co trzeci nastolatek uznaje takie postępowanie za kradzież, z drugiej ponad połowa nie widzi w tym nic złego. Tylko co piąty nastolatek nie ma zdania na ten temat. W badaniu przeprowadzonym na zlecenie firmy D-Link przez Millward Brown SMG/KRC wśród dorosłych, brak zdania deklarowało aż 44% ankietowanych, a tylko jeden na pięciu pełnoletnich respondentów uznał ściąganie plików objętych prawami autorskimi z internetu za niedopuszczalne.

14 maja 2009 | Autor: Kamil Rusjan

Szukając oszczędności inwestują w IT

Tomasz Świderek autor artykułu „Tylko 3 proc. firm planuje wzrost wydatków na IT” opierając się na naszych badaniach D-Link Technology Trend poruszył bardzo ciekawy temat jakim są cięcia i inwestycje firm w ramach IT.

Z artykułu możemy dowiedzieć się m.in., że rynek powoli się stabilizuje, natomiast ożywienie oczekiwane jest dopiero na rok 2010. Dalej czytamy: „Według Cisco wiele firm, szukając przyszłych oszczędności w kosztach operacyjnych, zaczęło inwestować w IT. Takie inwestycje pozwalają np. ograniczyć koszty zatrudnienia, a także podróży służbowych. W ocenie ekspertów powinien wzrosnąć popyt m.in. na rozwiązania energooszczędne – mniej prądożerne komputery, serwerownie itp.”

Gorąco zachęcam do przeczytania całości artykułu znajdującego się pod tym linkiem.