Archiwum dla miesiąca 15 czerwca 2009
E-głosowanie – wielka porażka czy cichy sukces?
Wczoraj wieczorem na stronie e-głosowanie.org opublikowano wyniki pierwszego głosowania przez Internet w Polsce. Rezultat na pewno nie jest tym, czego oczekiwali pomysłodawcy jak i sami zwolennicy takiego rozwiązania. Cieszyć się mogą jedynie przeciwnicy, którzy już zacierają rączki i myślą, co by tu zrobić, aby rozpowszechnić informacje o porażce Stowarzyszenia Polska Młodych. Ja rączek zacierać nie zamierzam, ale przedstawię mój pogląd na tą sprawę, bo dla mnie jest to znak, że my jako naród nie dojrzeliśmy jeszcze do systemu e-votingu.
Frekwencja wyborcza wyniosła zaledwie 35% spośród wszystkich zarejestrowanych użytkowników, czyli: 6652 osób wzięło udział w głosowaniu, natomiast 19006 osób zarejestrowało się na stronie, tym samym potwierdzając swoją chęć do głosowania przez Internet. Jak widać sama chęć nie oznacza, że chce się zagłosować.
Zrozumiałe jest to, że w kraju demokratycznym są zwolennicy i przeciwnicy różnych rozwiązań, akurat w tym nie ma nic dziwnego. Należy się zastanowić nad odsetkiem osób, które deklarowały chęć do głosowania przez Internet, a tego nie uczyniły. Jak wynika z naszych badań D-Link Technology Trend blisko 1/3 (32%) Polaków oddałaby swój głos w poprzednich wyborach parlamentarnych za pośrednictwem Internetu, gdyby była taka techniczna i prawna możliwość. Jestem przekonany, że gdyby badania przeprowadzono teraz, odsetek osób chętnych do e-głosowania zwiększyłby się. Co jednak z osobami, które deklarowały taką chęć? Czy nie były świadome akcji organizowanej przez Stowarzyszenie Polska Młodych? Wydaje mi się, że sama witryna e-głosowanie.org była pozycjonowana i reklamowana w sposób jak najbardziej prawidłowy. Czasami nawet przypadkowo, można było wejść na tę stronę, surfując w sieci.
Przyjrzyjmy się na początek ankietowanym, którzy w badaniu D-Link Technology Trend deklarowali chęć głosowania przez Internet. Czy byli na tyle leniwi, że nie chciało im się, w ogóle zarejestrować na stronie e-głosowanie.org? Może powodem było to, że te głosowanie nie było „oficjalnym”, tzn. takim, które miałoby częściowy wpływ na funkcjonowanie państwa. To po części usprawiedliwiało by takie podejście. Ale czy takie osoby, nie były świadome tego, że właśnie pierwsze e-głosowanie – jego efekt i frekwencja – będzie bazą do podjęcia decyzji; czy e-voting może być w Polsce wprowadzony? No właśnie, nad tym należałoby się zastanowić…
Druga grupa (12 354 osób), to użytkownicy zarejestrowani na stronie, którzy nie wzięli udziału w e-głosowaniu. Osobiście uważam ich wszystkich za grono obywateli w pełni usprawiedliwionych. Dlaczego? Otóż, kiedy e-głosowanie miało odbyć się 4 czerwca okazało się wielkim niewypałem. Błędy w systemie newslettera nie pozwoliły na oddanie głosów przez wszystkich zarejestrowanych. Jeżeli tak prosty system nie był dopracowany do perfekcji, a dodatkowo nawet nie został przetestowany, to jasnym jest, że użytkownicy mogli poddać w wątpliwość zgodność i poprawność systemu do e-głosowania. Tym samym rezygnując z głosowania przez Internet.
Gwoździem do trumny pierwszego e-votingu w Polsce mógł się okazać złożony system, który w teorii miał być prosty. Ja sam musiałem poświęcić trochę czasu, aby zrozumieć jak głosować. Oczywiście film instruktażowy był pomocny, ale ktoś, kto nie jest świadomy jego istnienia raczej nie poradzi sobie z systemem e-głosowania.
Czas pokaże czy Stowarzyszenie Polska Młodych wyciągnie odpowiednie wnioski z pierwszego e-głosowania. Wydaje mi się, że jest jeszcze wiele rzeczy, które należy udoskonalić. Człowiek uczy się na błędach. Trzymam kciuki za powodzenie tego systemu. I jeżeli będę miał kolejną możliwość z przyjemnością zagłosuje po raz drugi.
Natomiast wyniki e-głosowania znajdziecie pod tym adresem.
Gdzie sięga granica działań antypiratów?
Logistep nadal może czuć się bezkarny – taką decyzję wydawał szwajcarski sąd. Zastanawiający jest sposób argumentowania decyzji; w konfrontacji walka z piractwem ma o wiele większe znaczenie od respektowania ochrony prywatności internautów. Federalny Sąd Administracyjny w Szwajcarii krótko skomentował swoją decyzję: „Cel uświęca środki”. Jak daleko można posunąć się dla osiągnięcia własnej idei? Czy prowadzenie takich działań pozwala czuć się bezkarnym w państwie prawa? No właśnie…
Obserwowani użytkownicy nie są świadomi tego, jakie dane są zbierane i przechowywane przez firmę. Jak takie działania maja się chociażby do Powszechnej Deklaracji Praw Człowieka? Czy Federalny Sąd Administracyjny w Szwajcarii nie jest świadomy istnienia takiego dokumentu?
Ponad rok temu, dokładnie w styczniu 2008 firma Logistep znalazła się pod falą krytyki szwajcarskiego Komisarza do spraw Ochrony Danych i Informacji – efektem końcowym takich działań było upomnienie, aby korporacja w przeciągu 30 dni zaprzestała kolekcjonowania danych. Jak to się ma do rzeczywistości? Nijak. Minęło półtora roku, sąd doszedł do zupełnie innych wniosków i zezwolił na kontynuowanie takich działań. Aktualnie Logistep współpracuje z prawnikami z ACS:Law w sprawie monitorowania sieci w Wielkiej Brytanii.
Zupełnie inaczej do tej sprawy podszedł sąd we Włoszech, bowiem takie działania Logistep zostały uznane za nielegalne i zakazano im zbierania danych o użytkownikach internetu. Mimo upływu miesięcy zakaz nie został cofnięty. Można łatwo się domyśleć, że informacja jaka obiegła świat prosto ze Szwajcarii nie zostanie przyjęta obojętnie przez włoskich antypiratów, którzy będą domagali się o zupełnie inne rozwiązanie sprawy.
Podobna sytuacja miała miejsce rok temu w Polsce. Dotyczyło to wysyłania przez Ogólnopolski Bank Informacji Gospodarczej (OBIG) listów do internautów z groźbami pozwania do sądu. Artykuł ten można przeczytać na Dzienniku Internautów pod tym adresem.
Jeżeli inne kraje poprą decyzje Federalnego Sądu Administrcyjnego w Szwajcarji to, krótko mówiąc możemy zacząć się poważnie zastanawiać nad współczesną formą demokrcji. Walka z oszustwami i przestępstwami jest ważna, jednakże równie ważne jest przestrzeganie zasad moralności i praw człowieka.
Czy przykład zawsze płynie z góry?
Żyjąc w XXI wieku większość z nas, w ogóle nie zastanawia się nad strukturą władzy w swoim państwie. Większość krajów demokratycznych opiera się na trójpodziale władz. Dzięki temu każda sfera władzy jest od siebie niezależna, równorzędna, i co najważniejsze w teorii powinna nawzajem się kontrolować. Takie odgórne zapewnienia pozwalają obywatelowi powierzyć własne zaufanie jednostkom rządzącym. Większość obywateli toleruje i szanuje istniejące prawo, które w zamyśle obowiązuje każdego, niezależnie od wykonywanego zawodu i zamożności. Dzięki temu obywatele podążają za przykładem płynącym z góry. Nasuwa się tutaj teraz pytanie: czy aby wszystkie przykłady płynące „z góry” są godne naśladowania? Co wtedy, kiedy przewartościujemy nasze zaufanie i czeka nas za to kara?
Michał Duda, redaktor Dziennika Internautów powołując się na TorrentFreak pisze: „Badania intranetu brazylijskiego senatu wykazały, że znajduje się w nim mnóstwo gier, filmów i muzyki chronionych prawami autorskimi. Tymczasem jeden z senatorów od 2005 prowadzi krucjatę przeciwko piractwu w internecie. […]
Śledztwo przeprowadzone przez Congressoemfoco ujawniło olbrzymie zasoby nielegalnych plików umieszczone w intranecie brazylijskiego senatu – informuje TorrentFreak.”
Pewnie wielu czytelników mając przed oczami taką wiadomość zastanawia się: „Jak to jest, że władza ustawodawcza, która odpowiedzialna jest za ustanawianie obowiązującego prawa – nie przestrzega go, perfidnie łamiąc wszelkie reguły?” Jak państwo powinno wytłumaczyć takie zachowanie obywatelom?
W artykule Pana Michała czytamy: „Po odkryciu procederu rząd obiecał podjąć odpowiednie kroki i przeprowadzić wewnętrzne śledztwo w celu dojścia do źródła wspomnianych plików. Sam fakt ich odkrycia skwitowano stwierdzeniem, że “sieć z więcej niż dziesięcioma tysiącami użytkowników nie jest łatwa do monitorowania”.”
Zastanawiam się, czy takie zachowanie i działania można w ogóle w jakikolwiek sposób wytłumaczyć, kiedy chodzi o instytucje państwową?
Jak mają czuć się obywatele państwa, w którym władza robi żywnie to na co ma ochotę, łamiąc prawo i kompletnie nie stosując się do tego co sama ustanowiła. Zaś warstwa społeczeństwa, która jest powiązana z piractwem w Internecie ponosi ogromne sankcje za swoje czyny.
Pewnie gdyby nie ostatni akapit w artykule Michała Dudy nie zwróciłbym na ten temat szczególnej uwagi. Wiadomo, ostatnie wiadomości chociażby z Francji czy Hiszpanii, donosy o The Pirate Bay dolewają oliwy do ognia rozbuchując ten temat w pewnego rodzaju aferę. Wydaje mi się, że jest jedno małe, istotne „ale” – czy nie lepiej jest najpierw uprzątnąć dom, a później zabrać się za porządki na posiadłości? Bowiem sprzątając posesje, łatwo wnieść „błoto” z powrotem do domu…
Cały artykuł o nielegalnych plikach w brazylijskim senacie można przeczytać tutaj. Natomiast notka z 2007 roku ujawniająca szerzące się piractwo w Polskim sejmie dostępna jest pod tym adresem. Gorąco zachęcam do lektury.
E-handel: Świetlana przyszłość, czy puste słowa?
Rzeczpospolita.pl rokuje świetlaną przyszłość dla polskiego sektora e-commerce. Marcin Zwierzchowski w swoim artykule przedstawia dane, jakie zostały zaprezentowane na IV Kongresie Gospodarki Elektronicznej. Wicepremier gospodarki Dariusz Bogdan poinformował, że w 2008 roku Polacy na zakupy w sieci wydali 4,5 mld zł. Natomiast średnia wartość pojedynczej transakcji sięgnęła nie bagatela ok. 850zł.
Dalej w artykule możemy przeczytać o trendach, którymi podążają Polacy. Wiceminister opierając się o swoje dane twierdzi, że: – „O ile w 2007 r. z bankowości online korzystało ok. 29 proc. internautów, to w 2008 r. było to już 35 proc. Pod względem ilościowym w latach 2006 – 2008 liczba osób korzystających z usług bankowych przez Internet wzrastała średnio o około 1,2 mln rocznie”
Według wiceszefa resortu gospodarki, zaledwie 12 proc. obywateli Unii ocenia handel w Internecie jako bezpieczny. Dlaczego zatem zakupy z roku na rok robią się coraz bardziej popularne? (Polska może być tego doskonałym przykładem). Jak więc te dane mają się do rzeczywistości? „Mimo to eksperci szacują, że do 2015 r. zaufanie do internetowych transakcji wzrośnie na tyle, że nawet jedna czwarta handlu przeniesie się do sieci.”
Na IV Kongresie Gospodarki Elektronicznej został również poruszony temat MŚP.
Czytamy: „Z przedstawionych przez Bogdana danych wynika, że w ubiegłym roku 95 proc. polskich przedsiębiorstw korzystało z komputerów, a 93 proc. z nich miało dostęp do Internetu. Przy tym ponad połowa firm korzystała z Internetu szerokopasmowego.
Natomiast tylko 17 proc. polskich firm korzystało w 2008 r. z bezpłatnego oprogramowania
Z badań D-Link Technology Trend wynika, że w 2007 roku niemalże 3 (72%) społeczeństwa robiąc zakupy w sieci płaciła za pośrednictwem e-bankowości. Rok później ten trend zmalał (64%) na rzecz płatności przy odbiorze. Na taką kolej rzeczy mógł wpłynąć fakt, że ubiegły rok obfitował w „internetowe sklepy widmo”.
Autorzy badania D-Link Technology Trend spytali także Internautów, którzy nie wydają pieniędzy w sieci, o powody ich decyzji. Ankietowani najczęściej wymieniali brak możliwości obejrzenia towaru przed zakupem (28%) oraz brak wiedzy związanej z e-handlem (26%). Znacznie mniej Polaków niż przed rokiem boi się nieuczciwych sprzedawców – w badaniu z 2007 roku taką odpowiedź wskazało 33%, obecnie 26% ankietowanych. Na kolejnych miejscach wskazywane są obawy związane płatnościami (13%), brak osobistego kontaktu ze sprzedawcą (10%) oraz strach przed niedostarczeniem przesyłki na czas (9%).



E-commerce w Rosji
Kilka dni temu na stronie ecommerce.blox.pl pojawił się ciekawy artykuł, który jest zarazem preludium do cyklu interesujących tekstów o zagranicznych rynkach e-commerce. Autorem tekstu jest Błażej Stachowiak. Autor dzieli tekst na dwie kluczowe części, w których szczegółowo opisuje skutki i przyczyny obecnego stanu e-handlu w Rosji. Czułbym się źle jeżeli nie zaproponowałbym Wam – czytelnikom przeczytania tego tekstu.
„Jakość dostawy to nie jest jedyny problem na rosyjskim rynku e-commerce. Drugim problemem jest bardzo wysoka skala piractwa. Dlatego sprzedaż oprogramowania, licencji, odsłuchów, czy audiobooków ma na razie małe szanse na przebicie się, bo najpierw muszą się zmienić przyzwyczajenia rosyjskich internautów. Zresztą nie wiem czy wiecie, ale 16% użytkowników internetu z Wysp Brytyjskich przyznaje się do piractwa! Więc możecie sobie wyobrazić skalę tego zjawiska w Rosji…” – całość artykułu znajduje się pod tym adresem.
Błażej Stachowiak - związany z e-businessem od początków jego istnienia w Polsce. Twórca sukcesów i autor innowacyjnych rozwiązań informatycznych w największej księgarni internetowej Merlin.pl. Na co dzień łączący obowiązki ojca i męża godząc je z przyjemnościami podróży na koniec świata, białego szaleństwa oraz dwóch kółek. Ojciec i założyciel Butiku Webowego, w ramach którego doradza jak efektywnie wykorzystywać elektroniczne kanały sprzedaży do kontaktu z prosumentem.