Archiwum kategorii ‘Piractwo komputerowe’
Gdzie sięga granica działań antypiratów?
Logistep nadal może czuć się bezkarny – taką decyzję wydawał szwajcarski sąd. Zastanawiający jest sposób argumentowania decyzji; w konfrontacji walka z piractwem ma o wiele większe znaczenie od respektowania ochrony prywatności internautów. Federalny Sąd Administracyjny w Szwajcarii krótko skomentował swoją decyzję: „Cel uświęca środki”. Jak daleko można posunąć się dla osiągnięcia własnej idei? Czy prowadzenie takich działań pozwala czuć się bezkarnym w państwie prawa? No właśnie…
Obserwowani użytkownicy nie są świadomi tego, jakie dane są zbierane i przechowywane przez firmę. Jak takie działania maja się chociażby do Powszechnej Deklaracji Praw Człowieka? Czy Federalny Sąd Administracyjny w Szwajcarii nie jest świadomy istnienia takiego dokumentu?
Ponad rok temu, dokładnie w styczniu 2008 firma Logistep znalazła się pod falą krytyki szwajcarskiego Komisarza do spraw Ochrony Danych i Informacji – efektem końcowym takich działań było upomnienie, aby korporacja w przeciągu 30 dni zaprzestała kolekcjonowania danych. Jak to się ma do rzeczywistości? Nijak. Minęło półtora roku, sąd doszedł do zupełnie innych wniosków i zezwolił na kontynuowanie takich działań. Aktualnie Logistep współpracuje z prawnikami z ACS:Law w sprawie monitorowania sieci w Wielkiej Brytanii.
Zupełnie inaczej do tej sprawy podszedł sąd we Włoszech, bowiem takie działania Logistep zostały uznane za nielegalne i zakazano im zbierania danych o użytkownikach internetu. Mimo upływu miesięcy zakaz nie został cofnięty. Można łatwo się domyśleć, że informacja jaka obiegła świat prosto ze Szwajcarii nie zostanie przyjęta obojętnie przez włoskich antypiratów, którzy będą domagali się o zupełnie inne rozwiązanie sprawy.
Podobna sytuacja miała miejsce rok temu w Polsce. Dotyczyło to wysyłania przez Ogólnopolski Bank Informacji Gospodarczej (OBIG) listów do internautów z groźbami pozwania do sądu. Artykuł ten można przeczytać na Dzienniku Internautów pod tym adresem.
Jeżeli inne kraje poprą decyzje Federalnego Sądu Administrcyjnego w Szwajcarji to, krótko mówiąc możemy zacząć się poważnie zastanawiać nad współczesną formą demokrcji. Walka z oszustwami i przestępstwami jest ważna, jednakże równie ważne jest przestrzeganie zasad moralności i praw człowieka.
Czy przykład zawsze płynie z góry?
Żyjąc w XXI wieku większość z nas, w ogóle nie zastanawia się nad strukturą władzy w swoim państwie. Większość krajów demokratycznych opiera się na trójpodziale władz. Dzięki temu każda sfera władzy jest od siebie niezależna, równorzędna, i co najważniejsze w teorii powinna nawzajem się kontrolować. Takie odgórne zapewnienia pozwalają obywatelowi powierzyć własne zaufanie jednostkom rządzącym. Większość obywateli toleruje i szanuje istniejące prawo, które w zamyśle obowiązuje każdego, niezależnie od wykonywanego zawodu i zamożności. Dzięki temu obywatele podążają za przykładem płynącym z góry. Nasuwa się tutaj teraz pytanie: czy aby wszystkie przykłady płynące „z góry” są godne naśladowania? Co wtedy, kiedy przewartościujemy nasze zaufanie i czeka nas za to kara?
Michał Duda, redaktor Dziennika Internautów powołując się na TorrentFreak pisze: „Badania intranetu brazylijskiego senatu wykazały, że znajduje się w nim mnóstwo gier, filmów i muzyki chronionych prawami autorskimi. Tymczasem jeden z senatorów od 2005 prowadzi krucjatę przeciwko piractwu w internecie. […]
Śledztwo przeprowadzone przez Congressoemfoco ujawniło olbrzymie zasoby nielegalnych plików umieszczone w intranecie brazylijskiego senatu – informuje TorrentFreak.”
Pewnie wielu czytelników mając przed oczami taką wiadomość zastanawia się: „Jak to jest, że władza ustawodawcza, która odpowiedzialna jest za ustanawianie obowiązującego prawa – nie przestrzega go, perfidnie łamiąc wszelkie reguły?” Jak państwo powinno wytłumaczyć takie zachowanie obywatelom?
W artykule Pana Michała czytamy: „Po odkryciu procederu rząd obiecał podjąć odpowiednie kroki i przeprowadzić wewnętrzne śledztwo w celu dojścia do źródła wspomnianych plików. Sam fakt ich odkrycia skwitowano stwierdzeniem, że “sieć z więcej niż dziesięcioma tysiącami użytkowników nie jest łatwa do monitorowania”.”
Zastanawiam się, czy takie zachowanie i działania można w ogóle w jakikolwiek sposób wytłumaczyć, kiedy chodzi o instytucje państwową?
Jak mają czuć się obywatele państwa, w którym władza robi żywnie to na co ma ochotę, łamiąc prawo i kompletnie nie stosując się do tego co sama ustanowiła. Zaś warstwa społeczeństwa, która jest powiązana z piractwem w Internecie ponosi ogromne sankcje za swoje czyny.
Pewnie gdyby nie ostatni akapit w artykule Michała Dudy nie zwróciłbym na ten temat szczególnej uwagi. Wiadomo, ostatnie wiadomości chociażby z Francji czy Hiszpanii, donosy o The Pirate Bay dolewają oliwy do ognia rozbuchując ten temat w pewnego rodzaju aferę. Wydaje mi się, że jest jedno małe, istotne „ale” – czy nie lepiej jest najpierw uprzątnąć dom, a później zabrać się za porządki na posiadłości? Bowiem sprzątając posesje, łatwo wnieść „błoto” z powrotem do domu…
Cały artykuł o nielegalnych plikach w brazylijskim senacie można przeczytać tutaj. Natomiast notka z 2007 roku ujawniająca szerzące się piractwo w Polskim sejmie dostępna jest pod tym adresem. Gorąco zachęcam do lektury.
Piractwo w Internecie
Rzeczpospolita.pl opublikowała ciekawy artykuł, w którym autor przytacza wyniki analiz komisji do walki z piractwem powstałej w Stanach Zjednoczonych. „Pirackie korzystanie z filmów, muzyki i gier wideo w Internecie osiągnęło niepokojący poziom w Chinach, Rosji, Kanadzie, Hiszpanii i Meksyku – stwierdzili członkowie Kongresu USA” – Czytamy na RP.pl.
W kongresowej komisji zasiada ponad 70 członków Senatu i Izby Reprezentantów. Sporządzili oni listę państw, które wyróżniają się skalą problemu kradzieży własności intelektualnej. Problem piractwa to nie tylko problemy firm, których dochody zależą od praw autorskich, to także miliony Amerykanów pracujących na ich rzecz. Komisja jednogłośnie twierdzi, że niepokojące rozmiary piractwa w wymienionych pięciu krajach to brak woli politycznej, a także brak planu na zwalczanie tego zjawiska.
„– Chodzi nam tylko o to, by nie okradano producentów filmów, nagrań czy gier komputerowych, podobnie jak nie chcemy, by okradano dealerów Forda czy General Motors – wyjaśnia jeden z dwóch prezesów komisji Adam Schiff.”
Komisja najbardziej zaniepokojona jest Chinami. Rząd w Pekinie w żaden sposób nie blokował rozwoju piractwa, które skaziło całkowicie handel elektroniczny. Większość nielegalnie ściąganej muzyki pochodzi z najbardziej popularnej w Chinach wyszukiwarki Baidu. Czerpie ona znaczne dochody reklamowe z tej działalności – dodaje komisja.
W drugiej części artykułu czytamy: „Rosja wypadła nieco lepiej. W ostatnich latach dokonała pewnego postępu w przestrzeganiu praw autorskich, ale komisja uzależnia swe poparcie dla starań Moskwy o przyjęcie do WTO od większego wysiłku w walce z piractwem, bo Światowa Organizacja Handlu opiera się na takich regułach. Kanada jest także na celowniku komisji. Sąsiad USA to raj dla internetowych piratów, bo kanadyjski arsenał prawny nie dostosował się do przestrzegania przepisów o ochronie elektronicznych praw autorskich. W Hiszpanii piractwo internetowe osiągnęło rozmiary epidemii. W kraju tym brakuje narzędzi prawnych dla właścicieli filmów, nagrań gier itp., aby mogli wymusić przestrzeganie ich praw. Kopiowanie plików przez użytkowników uznano za dopuszczalne zjawisko kulturowe. Sytuacja jest tym poważniejsza, że rząd mocno obniżył kary za takie postępowanie – oceniają w Waszyngtonie.”
A jak Waszym zdaniem wygląda sytuacja w Polsce?
Ściąganie to nie kradzież
Najmłodsi internauci nie uznają za kradzież ściągania z internetu plików objętych prawami autorskimi – wynika z badania przeprowadzonego wśród nastolatków przez serwis społecznościowy dla młodzieży Epuls.pl. W badaniu, które zostało przeprowadzone w dniach 11-13 maja br. wzięło udział ponad 21 tysięcy użytkowników Epuls.pl. Ankietowani odpowiadali na pytania dotyczące kwestii ściągania szkolnego oraz ściągania plików z sieci. Równo 51% młodych respondentów nie uważa ściągania plików za kradzież, 29,2% potępiło takie postępowanie a brak opinii na ten temat zadeklarowało 19,8% ankietowanych.
Wyniki sondy pokazują, że młodzi mają bardziej sprecyzowane zdanie na temat „piractwa sieciowego” niż dorośli. Z jednej strony co trzeci nastolatek uznaje takie postępowanie za kradzież, z drugiej ponad połowa nie widzi w tym nic złego. Tylko co piąty nastolatek nie ma zdania na ten temat. W badaniu przeprowadzonym na zlecenie firmy D-Link przez Millward Brown SMG/KRC wśród dorosłych, brak zdania deklarowało aż 44% ankietowanych, a tylko jeden na pięciu pełnoletnich respondentów uznał ściąganie plików objętych prawami autorskimi z internetu za niedopuszczalne.



The Pirate Bay uruchamia usługę IPREDATOR
Od dawna oczekiwana przez użytkowników torrenta usługa VPN, znana jako IPREDATOR została uruchomiona. Dzięki niej użytkownicy współdzielący pliki p2p maja stać się zupełnie anonimowi = bezkarni?
Koszt utrzymania usługi IPREDATOR Global Anonymity Service oscyluje w granicach 7 dolarów. Co ciekawe nazwa pochodzi od ustaw IPRED uchwalonej w Szwecji. Jak czytamy na Gazeta.pl: „Daje ona właścicielom praw autorskich możliwość zbierania danych od dostawców internetu, które pozwalają identyfikować ludzi uczestniczących w wymianie plików p2p.”
W zamierzeniu IPREDATOR ma być bezpieczniejszy niż wirtualne sieci prywatne, które szyfrują ruch użytkownika. Nowa usługa w przeciwieństwie do prywatnych sieci nie będzie przechowywać logów, przez co nie będzie praktycznie żadnych możliwości, aby zidentyfikować użytkowników torrenta.
Jeszcze przed oficjalnym wypuszczeniem usługi IPREDATOR zyskał ogromną popularność w świecie torrent – 180 tyś zgłoszeń – liczby mówią same za siebie. Już w kwietniu dokonywano zapisów do rejestracji w usłudze. Teraz pierwsze trzy tysiące tych użytkowników śmiało może korzystać z „programu”, który prawdopodobnie zapewni im pełną anonimowość. Wszyscy Ci, którzy nie dostali jeszcze odpowiedzi z TPB muszą uzbroić się w cierpliwość, jednak wszyscy zapisani użytkownicy powinni uotrzymać możliwość korzystania z usługi IPREDATOR w przeciągu miesiąca.
Jeżeli usługa sprawdzi się w pełni, będzie to oznaczało, że piraci staną się bezkarni. Zaś poszerzające się piractwo komputerowe trudno będzie powstrzymać. Być może to moment, w którym to wydawcy i producenci produktów chronionych prawem autorskim powinni zastanowić się nad drogą, która zamierzają podążąć. Być może lepszym rozwiązaniem od walki będzie obniżenie cen, kampanie promocyjne, które zachęcą ludzi do kupowania oryginalnych produktów. Z drugiej jednak strony ciężko jest przekonać użytkownika, który może sciągnąć najnowszą płytę ulubionego wykonawcy w przeciągu kilku minut za darmo, żeby poszedł do sklepu – stracił czas i pieniądze – aby kupić płytę ulubionego zespołu. W tym momencie wchodzimy na sferę lenistwa, ale też ludzkiej moralności. Obie te cechy w połączeniu dają nieobliczalny efekt.