Archiwum kategorii ‘Społeczności w Internecie’

20 sierpnia 2009 | Autor: Wojtek Waglowski

Mądry Internet

Netia mocno angażuje się w promowanie swojej oferty dostępu do internetu. Wraz z mocną kampanią z udziałem m.in. aktora Tomasza Kota powstało m.in. badanie “Mądry Internet”, realizowane we współpracy z SMG/KRC.

Na podstawie tych badań dowiedzieliśmy się m.in.
- Co drażni Polaków w sieci
- Jakie są potencjalne zagrożenia
- Co różni kobiety i mężczyzn
- Jak postrzegamy ekspertów

Kilku ciekawostkom warto się przyjrzeć bliżej, bo są wręcz zaskakujące. Otóż np. w internecie drażni nas brak polskich znaków (68 procent) oraz błędy ortograficzne i interpunkcyjne (63 procent). Chciałoby się powiedzieć nareszcie zwracamy na to uwagę! Biorąc bowiem pod uwagę odsetek młodzieży korzystającej z sieci (87% Polaków w wieku 15-24 – to z kolei dana z naszego badania) oraz czytając komentarze pod artykułami odnosi się wrażenie, że niechlujstwo króluje. O polskich znakach zapominamy. Interpunkcja, to z kolei słowo, którego samo zrozumienie może już dostarczać delikatnych trudności nie mówiąc o poprawnym stosowaniu. I jak się okazuje to niechlujstwo drażni. I bardzo dobrze.

Dowiedzieliśmy się również, że 45% rodziców w jakiś sposób blokuje dostęp do określonych stron internetowych. Najczęściej jest to powodowane oczywiście obawami przed wchodzeniem na strony z treściami pornograficznymi. Co ciekawe 10% więcej firm (czyli 55% – znowu nasze badania) blokuje swoim pracownikom dostęp do określonych stron internetowych. W tym przypadku motywacja jest oczywiście zupełnie inna – walka z cyberslackingiem. Biznes się kręci bo pracownik nie rozprasza się w pracy przeglądając sieć. Co innego urzędnicy. W 40% służbowych urzędowych komputerów znaleziono pirackie filmy.

4 sierpnia 2009 | Autor: Kamil Rusjan

Co robią Internauci w sieci?

ist2_6454601-business-networkWedług badań Intent Inex przeprowadzonych przez Ruder Finn w Stanach Zjednoczonych wynika, że 72% ankietowanych korzysta z sieci, aby stać się częścią społeczności. Aktualnie seniorzy jak i nastolatki korzystają z Internetu z takich samych powodów: dla przyjemności (82%), a także aby komunikować się z innymi (80%). Prawie połowa badanych (47%) korzysta z sieci, aby doskonalić swoje umiejętności. 1/3 (34%) korzysta z Internetu, aby kupować w e-sklepach. Najczęściej kupowanymi rzeczami w Internecie są: AGD (49%), elektronika (45%), muzyka (35%), filmy (29%). Trzy razy więcej ludzi korzystających z Internetu korzysta z porównywarek cen (66%), aniżeli z serwisów randkowych (21%). Dla 82% internautów sieć to centrum rozrywki. 44% internautów pisze blogi, natomiast 42% czyta treści tworzone przez innych użytkowników Internetu. Więcej mężczyzn (42%) aniżeli kobiet (36%) korzysta z Internetu w celach biznesowych.

„Badania Intent Index pokazują duże podobieństwo w zachowaniach użytkowników Internetu z różnych przedziałów wiekowych.” – twierdzi Marty McGough, dyrektor Ruder Finn Insights.

Wyniki badania pokazują zupełnie nowe światło na temat zachowań Internautów w sieci. Całość dostępna jest pod tym adresem: www.ruderfinn.com/intent, na intuicyjnym flaszowym diagramie.

A jak to wygląda w Polsce? No właśnie… Opierając się na wynikach naszych badań można stwierdzić, że aż tak bardzo nie różnimy się od naszych przyjaciół z za oceanu.

wykres1

… przecież nie każdy musi być zwolennikiem pisania internetowego dziennika.

14 lipca 2009 | Autor: Kamil Rusjan

Chiny: odwyk od Internetu

addict1/3 spośród 300 milionów chińskich internautów to osoby w wieku poniżej 20 lat – wynika z raportu ITworld. Nie było by w tym nic dziwnego gdyby nie fakt, że 10% z nich jest uzależniona od korzystania z sieci. Skutki takiego zjawiska są zazwyczaj oczywiste: uzależniona osoba staje się aspołeczna, dotknięta objawami depresji, zaprzepaszcza swój dorobek intelektualny na rzecz rozrywki. Tao Ran, założyciel pekińskiego centrum pomocy: „Często nie robią nic poza spaniem, jedzeniem i graniem w gry online”.

Według założyciela centrum „wyleczenie się” z uzależnienia od Internetu jest banalnie proste – ćwiczenia fizyczne, wykłady i zajęcia z psychologami – zero dostępu do sieci. Każdego dnia, w godzinach od 6:20 do 21:30 trwa leczenie setek nastolatków, których jedynym światem stał się Internet.

Tao Ran twierdzi, że prawie ¾ z uzależnionych nastolatków da się bez większych problemów wyleczyć. U reszty z nich da się co najwyżej ograniczyć czas, jaki poświęcają na gry internetowe.

Wbrew pozorom do takiego centrum zgłaszają się setki osób. Koszt leczenia nie należy do tanich wydatków, bowiem za każdy miesiąc leczenia, rodzice muszą płacić 1200 dolarów.

Ośrodek znajduje się na terytorium koszarów chińskiej armii, na przedmieściach Pekinu.

Wirtualny świat – Second Life, World of Warcraft, Call of Duty 4 i wiele, wiele innych gier online – to znakomita odskocznia od życia codziennego, problemów i pracy. Jednakże ważny jest stosowny umiar, bo jak widać skutki tego mogą nie należeć do przyjemnych. Mam nadzieję, że w naszym społeczeństwie nie rozkwita armia uzależnionych nastolatków, którzy zmuszeni będą trafić na „sieciowy detox”.

24 czerwca 2009 | Autor: Kamil Rusjan

RP.pl: Źle budujemy cyfrową Polskę

Na Rzeczpospolita.pl ukazał się bardzo ciekawy wywiad z Krzysztofem Głombem, prezesem Stowarzyszenia Miasta w Internecie. Cały wywiad porusza wiele delikatnych tematów, które rzadko kiedy podejmowane są oficjalnie. Pan Krzysztof wytyka błędy polskiej administracji rządowej: „Dwie trzecie naszych rodaków po czterdziestce nie potrafi korzystać z elektroniki, Internetu, a nawet w pełni wykorzystać komórki. Nie istnieje program rządowy, który miałby rozwiązać tę kwestię.

Co nam grozi, jeśli problemy, o których pan mówi, nie zostaną rozwiązane?

Stare kadry będą powoli wypierane przez pokolenie Internetu. Stracimy na konkurencyjności w stosunku do innych krajów, od których już teraz dzieli nas przepaść. W Polsce tylko kilka proc. osób po 60. roku życia wciąż korzysta ze szkoleń. W Skandynawii – ok. 70 proc. Nie brakuje nam pieniędzy czy możliwości organizacyjnych.

Z wywiadu możemy się m.in. dowiedzieć, że polacy wcale nie są zainteresowani korzystaniem z e-usług administracji.

Na te i wiele innych pytań znajdziecie Państwo odpowiedź pod tym linkiem.

28 maja 2009 | Autor: Andrzej Jędrzejczak

Kataryna, czyli o kształtowaniu się debaty publicznej w sieci

Zaiskrzyło na linii dziennikarze – blogerzy. Wszystko za sprawą Kataryny, blogerki piszącej pod pseudonimem, znanej z ostrości i bezkompromisowości swych sądów, rzekomo zdemaskowanej przez „Dziennik”. Nad całą sytuacją unosi się smrodek – mdląca woń personalnych rozgrywek, szantażu, jakim „Dziennik” chciał nakłonić Katarynę do comming out’u, straszenia prasą brukową, w końcu złamania przez redakcję danego słowa i de facto upublicznienie tożsamości blogerki.
Blogi i fora rozpaliły się do czerwoności, posypały się argumenty i inwektywy. W obronie Kataryny, prócz blogerów, stanęła również GW, która nie przepuściła okazji, by przyłożyć konkurentowi, oczywiście „w słusznej sprawie”.

Trochę żenada, ale ostatecznie pożyteczna. Cała awantura bowiem z nową mocą wyciągnęła do publicznej dyskusji kwestię anonimowości blogerów, ich odpowiedzialności za słowo i wpływu tej sytuacji na debatę publiczną.

Lekko upraszczając, „obrońcy anonimowości” argumentują, że pozwala ona na nieskrępowane, wolne od nacisków wyrażanie poglądów, tym samym przyczynia się do rozwoju debaty publicznej i demokratyzuje ją. Z drugiej strony, jak argumentuje obóz „obrońców jawności”, anonimowość prowadzi do patologii. Bloger, czy dyskutant na forum internetowym, chowając się za pseudonimem nie bierze cywilnej odpowiedzialności za słowo, może kłamać, oczerniać i szkalować. Nawet potoczna obserwacja internetowych dyskusji zdaje się ten mechanizm potwierdzać. Społeczne normy zachowań, wynikające z ogólnie przyjętych i podzielanych wartości, utrzymują swoją moc właśnie ze względu na swój społeczny charakter oraz sankcje jakimi są one obwarowane. Erozja norm na skutek anonimowości nie jest ani zjawiskiem nowym, ani „wirtualnym”. W „realu” mamy z nią do czynienia od czasu pierwszej fali industrializacji. Za sprawą Internetu zjawisko to mocno wkroczyło do debaty publicznej.

Warto jednak zwrócić uwagę na fakt, że anonimowość blogerów również podlega ograniczeniom. I nie chodzi tu o możliwość demaskacji, szczególnie w tak słabym stylu jaki zaprezentował „Dziennik”. Po prostu sankcje społeczne, jakimi obwarowana jest publiczna debata w „realu”, przybierają specyficzne, odpowiednie temu medium formy w Internecie.
„Kataryna” to taka sama marka jak „Cezary Michalski”. W ten sam sposób musi pracować na swoją wiarygodność, poczytność i zaufanie odbiorców. Co więcej, każdy wpis na blogu otwarty jest na natychmiastową, publiczną krytykę. Publicystę „Dziennika” skrytykować może co najwyżej publicysta Wyborczej, jeśli sprawa go zainteresuje. Co więcej, kiedy bloger napisze o nas nieprawdę, nasza riposta może być natychmiastowa i skuteczna. W przypadku dziennikarza – przyjdzie z opóźnieniem, gdzieś na końcu szpalty, w postaci dwóch zdań sprostowania. Jeśli oczywiście mamy dość determinacji i wiedzy o prawie prasowym by do tego doprowadzić. „Wirtualne” sankcje mogą być więc skuteczniejsze niż te „realne”.

Podobnie jak w realu potrzebują tylko czasu, by się w pełni wykształciły i nabrały mocy.