Napisany przez ‘Gazeta.pl’

17 czerwca 2009 | Autor: Kamil Rusjan

The Pirate Bay uruchamia usługę IPREDATOR

Od dawna oczekiwana przez użytkowników torrenta usługa VPN, znana jako IPREDATOR została uruchomiona. Dzięki niej użytkownicy współdzielący pliki p2p maja stać się zupełnie anonimowi = bezkarni?

Koszt utrzymania usługi IPREDATOR Global Anonymity Service oscyluje w granicach 7 dolarów. Co ciekawe nazwa pochodzi od ustaw IPRED uchwalonej w Szwecji. Jak czytamy na Gazeta.pl: „Daje ona właścicielom praw autorskich możliwość zbierania danych od dostawców internetu, które pozwalają identyfikować ludzi uczestniczących w wymianie plików p2p.”

W zamierzeniu IPREDATOR ma być bezpieczniejszy niż wirtualne sieci prywatne, które szyfrują ruch użytkownika. Nowa usługa w przeciwieństwie do prywatnych sieci nie będzie przechowywać logów, przez co nie będzie praktycznie żadnych możliwości, aby zidentyfikować użytkowników torrenta.

Jeszcze przed oficjalnym wypuszczeniem usługi IPREDATOR zyskał ogromną popularność w świecie torrent – 180 tyś zgłoszeń – liczby mówią same za siebie. Już w kwietniu dokonywano zapisów do rejestracji w usłudze. Teraz pierwsze trzy tysiące tych użytkowników śmiało może korzystać z „programu”, który prawdopodobnie zapewni im pełną anonimowość. Wszyscy Ci, którzy nie dostali jeszcze odpowiedzi z TPB muszą uzbroić się w cierpliwość, jednak wszyscy zapisani użytkownicy powinni uotrzymać możliwość korzystania z usługi IPREDATOR w przeciągu miesiąca.

Jeżeli usługa sprawdzi się w pełni, będzie to oznaczało, że piraci staną się bezkarni. Zaś poszerzające się piractwo komputerowe trudno będzie powstrzymać. Być może to moment, w którym to wydawcy i producenci produktów chronionych prawem autorskim powinni zastanowić się nad drogą, która zamierzają podążąć. Być może lepszym rozwiązaniem od walki będzie obniżenie cen, kampanie promocyjne, które zachęcą ludzi do kupowania oryginalnych produktów. Z drugiej jednak strony ciężko jest przekonać użytkownika, który może sciągnąć najnowszą płytę ulubionego wykonawcy w przeciągu kilku minut za darmo, żeby poszedł do sklepu – stracił czas i pieniądze – aby kupić płytę ulubionego zespołu. W tym momencie wchodzimy na sferę lenistwa, ale też ludzkiej moralności. Obie te cechy w połączeniu dają nieobliczalny efekt.

23 marca 2009 | Autor: Kamil Rusjan

Rodzime serwisy internetowe wygrywają ze światowymi

Istniejący prawie 13 lat Onet.pl, powstałe w 1999 roku Allegro, czy Nasza-Klasa, która odniosła nieoczekiwany sukces – to bezkonkurencyjni potentaci na polskim rynku. Bez szans pozostaje MySpace, eBay czy AOL. „Ojczyste” serwisy są na tyle konsekwentne i zdeterminowane w swoim działaniu, że światowi rywale podejmują decydują o wycofaniu się z Polski.

16 marca 2009 | Autor: Kamil Rusjan

Google i Firefox zaatakowały The Pirate Bay

Sąd nad Pirate Bay ciągle trwa. Tym razem na tracker bittorrenta uwzięło się Google oraz Firefox. Na serwisie Gazeta.pl Technologie czytamy: „Według wyszukiwarki Google, pewne działy serwisu The Pirate Bay zawierają złośliwe oprogramowanie, przez co są blokowane. Podobnie wobec Zatoki Piratów zachowuje się też przeglądarka Firefox.”

Google, tak jak i Firefox postawiło na „politykę bezpieczeństwa”, czego efektem jest blokowanie niektórych działów serwisu The Pirate Bay. Wchodząc na witrynę zostajemy ostrzegani przed szkodliwym oprogramowaniem, wyskakujące powiadomienia o zablokowaniu strony ze względów bezpieczeństwa zapewne sukcesywnie odstraszają nowych użytkowników torrentów.

Autor artykułu twierdzi, że: „W przypadku Google, wygląda to na jakiś błąd. Działanie Firefoksa da się wyjaśnić tym, że przeglądarka Mozilli korzysta z listy niebezpiecznych stron dostarczanej właśnie przez Google.”

Serwis Torrent Freak podaje, że zespół The Pirate Bay pracuje już nad rozwiązaniem tego problemu.

Dla wypełnienia tematu i dla nieuświadomionych kieruje do poprzedniej notki o The Pirate Bay.

4 marca 2009 | Autor: Kamil Rusjan

Gazeta.pl: „Nie myślcie, że to jakaś ściema”

Wczoraj na stronie Gazeta.pl opublikowano artykuł, który poddaje wątpliwości komentarze, które pojawiają się pod produktami AGD i RTV na stronach sklepów, forach internetowych, czy porównywarkach cen. „I jak tu wierzyć w opinie zadowolonych internautów? Reporterzy “Gazety” w tydzień znaleźli sto osób, które były gotowe – za pieniądze – zareklamować dowolny produkt na forach, portalach i w porównywarkach cen. Część robiła to wiele razy, i to od dawna.”

Internauci bez skrupułów oferują się w sieci. Negocjują i wybierają coraz lepsze oferty, tak jakby ich praca była wywodziła się z nowej branży. „Pierwszy był Michał184. Na Allegro zamieścił ogłoszenie: “Witam. Zajmuję się pisaniem postów na forach o dowolnej tematyce. Gwarantuję poprawność ortograficzną i stylistyczną. Dużo czasu przebywam na komputerze, więc będę pisał regularnie dużo postów”.”

Treść artykułu egzekwuje nas do refleksji, a zarazem wymusza na nas samych pytanie: „Jak teraz będą wyglądały zakupy w sieci?” Skoro komentarze w e-sklepach, na forach podlegają konstruktywnej polemice i okazują się perfidnym kłamstwem, jak w takim razie mamy weryfikować te wszystkie informacje? Komu mamy wierzyć, a komu nie?

Po resztę informacji zapraszam na stronę Gazeta.pl, gdzie znajduje się omawiany artykuł – pod tym adresem.

Z badań D-link Technology Trend wynika, że Polacy udają się na internetowe zakupy przede wszystkim ze względu na korzystniejsze ceny niż w tradycyjnych sklepach („jest taniej” odpowiada 50 proc. klientów) oraz wygodną formę („nie muszę wychodzić z domu” – 49 proc.). Co trzeci ankietowany (31 proc.) twierdzi, że w Internecie znajduje bogatszy asortyment towarów, a prawie co czwarty (23 proc.) przyznaje, że zakupy online są dla niego receptą na brak czasu. Internetowi klienci przed zakupem coraz częściej sugerują się radami innych osób umieszczanymi w komentarzach (obecnie 77 proc., przed rokiem 69 proc.). Natomiast rzadziej kierują się porównywarkami cen (obecnie 53 proc., w 2007 roku – 77 proc.).

Skoro docierają do nas takie informacje, w takim razie jak teraz społeczeństwo, które kupuje przez Internet będzie weryfikowało, który produkt jest lepszy i który bardziej opłaca się kupić? Wyeliminować oszustów, którzy w taki sposób zarabiają, tworząc fałszywe treści, opinie produktów, się po prostu nie da. Czy sklepy Internetowe czeka głęboka recesja? Czy ludzie nadal będą ufać komentarzom pod produktami? Tego dowiemy się dopiero na przestrzeni miesięcy, kiedy e-sklepy będą publikowały kwartalne zyski/straty ze sprzedaży produktów za pośrednictwem Internetu.

23 lutego 2009 | Autor: Kamil Rusjan

Gazeta.pl: „Sąd nad Zatoką Piratów”

Kilka dni temu cały świat obiegła wieść o tym, że twórcy serwisu The Pirate Bay stanęli przed sądem. Gazeta.pl powołując się na Agencję Reutersa przekazała najświeższe wiadomości w krótkim newsie.

Na stronie szwedzkiego trackera czytamy: „Na serwerze są przechowywane wyłącznie pliki torrent. To oznacza, że żadne materiały prawnie chronione nie są przez nas składowane. Z tego względu nie jest możliwe utrzymywanie, że ludzie stojący za Pirate Bay są odpowiedzialni za materiał udostępniany za pomocą trackera. Jakiekolwiek roszczenia organizacji chroniących prawa autorskie będą wyśmiane i opublikowane na stronie.”

Wytwórnie za łamanie praw autorskich domagają się milionowego odszkodowania. Branża filmowa i muzyczna od kilku lat starała się doprowadzić twórców serwisu do sądu. Dopiero tydzień temu udało się odnieść sukces. 16 lutego w Sztokholmie rozpoczął się proces twórców The Pirate Bay. Cała czwórka odrzuca zarzuty, twierdząc, że nie są odpowiedzialni za to, jakimi plikami wymieniają się użytkownicy. I cały proces nazywają “politycznym”.

Z kolei szwedzka prokuratura przedstawia nieco odmienny pogląd na sprawę. Zarzuca im promowanie piractwa i zarabianie na serwisie, który umożliwiał dzielenie się chronionymi przez prawo utworami. W wypadku uznania przez sąd winy, twórcom The Pirate Bay grozi do dwóch lat więzienia. Dodatkowo wytwórnie domagają się ok. 12 mln dolarów odszkodowania.

Przypomnijmy, że serwis The Pirate Bay jest największym w świecie trackerem bittorenta. Bittorent to protokół dzielenia plików, który umożliwia, wiarygodnie i szybko, przesyłanie dużych plików. The Pirate Bay zostało założone przez szwedzką organizację anty copyright Piratbyrån pod koniec 2003.

Na blogu D-Link Technology Trend można znaleźć jeszcze dwie informacje odnośnie „afery” związanej z The Pirate Bay:

Badania D-Link Technology Trend jednoznacznie pokazują, że ponad 1/3 (36 proc.) polskiego społeczeństwa uważa, że nie ma nic niestosownego w pobieraniu z Internetu plików muzycznych lub filmów objętych prawem autorskim. Zaledwie co piąty (21 proc.) ankietowany uważa, że jest to naganne. Na pytanie, co powinny zrobić osoby, które już ściągnęły muzykę lub film z Internetu, tylko 9 proc. badanych odpowiedziało, że powinny kupić legalną płytę z danym utworem. Kolejne 5 proc. namawia do zakupu pod warunkiem, że ściągnięty utwór przypadł ściągającemu do gustu. Natomiast aż 39 proc. badanych wybrało odpowiedź „nic nie muszą robić”. Do ściągania filmów z sieci przyznaje się 23 proc. ogółu internautów. Wśród nich ponad połowa (52 proc.) udostępnia pliki innym użytkownikom.