Napisany przez ‘piractwo komputerowe’

17 grudnia 2008 | Autor: Wojtek Waglowski

Panie mniej piratują

Komputery i piractwo komputerowe są postrzegane w potocznym myśleniu jako domena mężczyzn. Temu stereotypowi w jakiejś części zaprzeczają jednak dane z naszego badania dotyczącego piractwa internetowego.

Co prawda mężczyźni znacznie częściej przyznają, że ściągają filmy z Internetu (28 proc. mężczyzn  i 19 proc. kobiet), i co się z tym wiąże  panowie częściej oglądają filmy ściągnięte z Internetu (26 proc. i 18 proc. kobiet). Płeć piękna również rzadziej deklarowała, że ogląda materiały video w Internecie (40 proc. w stosunku do 53 proc. wśród mężczyzn). Jednak wyraźne różnice istnieją dopiero w tym jakiego rodzaju pliki video oglądają panie i panowie.  Mężczyźni znacznie częściej deklarują, że oglądają filmy umieszczane w serwisach typu youtube / wrzuta etc. Kobiety częściej odpowiadały, że oglądają w Internecie materiały dziennikarskie i relacje transmitowane na żywo (odpowiednio 44 proc i 21 proc, podczas gdy te same odpowiedzi wybrało 38 proc. i 16 proc. mężczyzn).

Jeżeli chodzi o pliki audio to 10 proc. więcej kobiet ściąga pliki muzyczne z płatnych serwisów (38 proc kobiet i 28 proc. mężczyzn), panowie za to częściej korzystają z serwisów P2P ( 31 proc. mężczyzn i 20 proc kobiet).

26 listopada 2008 | Autor: Kamil Rusjan

Walka z piractwem: każdy robi co może…

Walkę z piractwem można porównać do walki z wiatrakami. Są mizerne szanse, że cokolwiek się zmieni bądź poprawi. Ludziom po prostu nie chce się kupować czegoś, co można ściągnąć z sieci w przeciągu kilkunastu minut. Wytwórnie muzyczne jak i sami artyści odchodząc od zmysłów poszukiwali różnych sposobów, aby znaleźć lekarstwo na piractwo internetowe.

Wszystko zaczęło się kilka lat temu. W dobie XXI wieku Internet stał się pewnym medium, w którym znajdziemy wszystko to, czego dusza zapragnie. Wraz ze zwiększającą się prędkością Internetu, jak grzyby po deszczu wyrastały nowe programy P2P, dzięki którym szary użytkownik nie wychodząc z domu, mógł stworzyć na swoim komputerze bazę plików muzycznych, o jakiej nawet nie marzył. Dostrzegając coraz większy masowy problem, wytwórnie muzyczne jak i sami artyści zaczęli „kombinować”, co by tu zrobić aby utemperować takiego oszusta…

Pierwszą głośną aferą była sprawa wytwórni Epic – odpowiedzialna za płytę Tori Amos „Scarlet’s Walk”. Rozesłano ją w zaklejonym odtwarzaczu! Płyta „Riot Act” Pearl Jam’a również trafiła w identyczny sposób do recenzentów. Głównym powodem rozprzestrzeniania się piosenek w sieci przed premierą – jak wówczas uważano – byli nieuczciwi krytycy.

Kolejną grupą muzyczną, która postanowiła podjąć walkę z piratami była grupa Guster. Amerykański zespół tuż przed premierą swojego nowego albumu „Keep It Together” rozprowadził go po popularnej sieci P2P – KaZaA. Wszystko byłoby znakomicie, gdyby nie jeden haczyk. Zamiast faktycznych utworów znajdujących się później na wydanej płycie, Internauci znaleźli w albumie „głos” jednego z dźwiękowców, który… miauczał! Fani docenili żart i koci album doczekał się edycji na płycie CD.

To teraz z innej beczki. Polska wytwórnia SP Records wpadła na jakże ambitny i „poruszający” model kampanii przeciw piractwu. Na każdej płycie albumu „El Dupa” – Kazika znalazły się naklejki ze zdaniem: “Jeśli ściągasz nas nielegalnie z netu, to jesteś cwelem i złodziejem, a twoi kumple o tym wiedzą”. Szkoda tylko, że ten czarny scenariusz jaki zaproponowała wytwórnia trafiał jedynie do tych, którzy legalnie kupowali album w sklepie, nie zaś do tych, którzy go pobrali z sieci.

Ostatnim ciekawym przykładem, który można śmiało zaprezentować jest historia zespołu Nine Inch Nails. Lider Ale Trent Reznor udowodnił, że dając muzykę Internautom za darmo, można na tym sporo zarobić. Nowy wówczas album „Ghost I-IV” udostępniony został w pięciu różnych wariantach. Za darmo można było ściągnąć tylko dziewięć piosenek z płyty. Natomiast kolejne cztery warianty były płatne. Jedna z nich była oznaczona Edycją Limitowaną, która kosztowała 300 USD. Na tej edycji zespół zgarnął 750 tyś dolarów…

Jak widać inwencja twórcza nie zna granic. Jedne pomysły są dobre, inne doprowadzają do zawrotów głowy. Czy liczy się sama chęć? Tego nie wiadomo. Ważne aby były jakiekolwiek rezultaty. Wtedy będzie można mówić o sukcesie.