Napisany przez ‘Piractwo komputerowe’
Witryny indeksujące pliki eD2k lub torrent ponad prawem w Hiszpanii?
Ściąganie plików z Internetu w XXI wieku stało się tak popularne i łatwe, że ludzie przestają kupować gry, skoro można je ściągnąć w przeciągu kilku godzin, nie wydając na to ani złotówki. Nieudolnie skonstruowane prawo w większości krajów pozwala bezkarnie tworzyć witryny, w skład których wchodzą ogromne biblioteki danych z plikami eD2k czy torrent.
Niedawno zakończył się proces twórców witryny Sharemula.com. Sąd Najwyższy ogłosił, że strona zawierająca linki do filmów, muzyki, oprogramowania i gier nie łamie prawa. Decyzja ta jest ostateczna i nie podlega odwołaniu. Głównym argumentem sądu przeciwko śledczym było to, że ani witryna, ani jej administratorzy nie łamali prawa dostarczając linki do materiałów objętych prawem autorskim. Nikt również nie czerpał z tego korzyści materialnych.
Wiadomym jest to, że taki finał sprawy nie spodobał się wielkim producentom branży rozrywkowej, takim, jak: Columbia, Disney Company Iberia, Twentieth Century Fox, Warner, Universal, Paramount, Sony czy MGM. Wszystkie firmy złożyły apelacje do wyroku sądu, aczkolwiek nie zmieni to już ostatecznie podjętej decyzji przez wymiar sprawiedliwości.
W oświadczeniu sądu możemy przeczytać m.in., że witryna Sharemula.com jedynie indeksowała linki, nieistotnie było to, że prowadziły one do powstawania pirackich plików. Liczyło się to, że nie posiadała ona ich na serwerze.
Przypomnijmy, że dzięki śledztwu Federación Antipiratería (Federacja Antypiracka) w 2006 aresztowano w Hiszpanii 15 osób związanych z prowadzeniem serwisu Sharemula.com.
Ciekawe jak zapatrują się na to „poszkodowani” Włosi, którzy stracili dostęp do bardzo popularnego indeksu The Pirate Bay.
Włochy bez The Pirate Bay
Sprawa ta miała miejsce kilka miesięcy temu, jednakże jest ona znakomitym wypełnieniem badań dotyczących piractwa komputerowego. To dowód na to, że władze starają się zwalczać obieg nielegalnego oprogramowania w sieci.
Przypomnijmy… w sierpniu bieżącego roku włoski sąd wydał nakaz wszystkim dostawcom Internetu, aby zablokowali możliwość łączenia się ze szwedzką witryną The Pirate Bay. Mimo wielu starań użytkownikom sieci torrent nie udało się zwalczyć tego problemu. Strona jest obecnie niedostępna niemal w całych Włoszech.
Wówczas głównym powodem zablokowania witryny były oskarżenia o łamanie praw autorskich wystosowanych przez włoską federację do walki z piractwem (FPM). Dyrektor FPM, Luca Vespignani, ma nadzieję, że kraje Starego Kontynentu pójdą za ciosem i również zablokują dostęp do The Pirate Bay, tak aby definitywnie zwalczyć choć jedną stronę indeksującą pliki o zabarwieniu pirackim.
Administratorzy The Pirate Bay tak komentują całą sprawę: „Zamach na wolność wypowiedzi, który został przeprowadzony po to, by chronić prywatne interesy premiera Włoch i jednocześnie magnata medialnego Silvio Berlusconiego”.
Można jedynie dodać, że jest to kolejna afera polityczno-korupcyjna rodem sprzed kilkunastu lat.
Zwierzenia piratów kradnących gry komputerowe
Każdy szary użytkownik Internetu, który pobiera nielegalnie pliki z sieci wie dlaczego to robi i jakie są powody jego zachowania. Jednak ci, którzy również powinni o tym wiele wiedzieć, nie chcą bądź nie mają zielonego pojęcia na ten temat. Mowa tu oczywiście o twórcach gier komputerowych, którzy jak wiadomo jakiś czas temu zarzekli się, że przez piractwo nie będą produkowali gier na platformę PC. Jak pokazał czas identyczna sytuacja istnieje z grami na konsole, tyle że jest ona w znaczącym stopniu mniejsza ze względu na niski wskaźnik popularności piractwa konsolowego.
Cliff Harris (założyciel Positech Games), zupełnie nieświadomy zachowań piratów, postanowił zapytać dlaczego właściwie kradną jego produkty. W zamian za szczere wyznania Harris obiecał brak jakichkolwiek konsekwencji prawnych z jego strony.
„Zdaję sobie sprawę z tego, czego nie wiem. Nie mam zaś pojęcia o tym, dlaczego niektórzy ludzie wciąż kradną moje gry komputerowe. Oczywiście zdaje sobie sprawę z tego, czym spowodowane jest piractwo. Jednak ogólne wnioski mnie nie interesują. Chcę wiedzieć konkretnie co robię nie tak, że moje tytuły są rozprowadzane w ten sposób. Zamierzam skutecznie rozwijać własny biznes i nie mogę ignorować opinii ludzi, którzy pozbawiają mnie zysków. Stąd moje pytanie” – zaapelował w sieci Harris.
Na pierwsze efekty oświadczenia nie trzeba było długo czekać… Skrzynka pocztowa pękała w szwach; piraci wciąż nadsyłali swoje wnioski. Głównymi powodami dla których pobierają nielegalnie gry z sieci zamieszczam poniżej:
- gry komputerowe są zbyt drogie,
- prawa autorskie nie powinny istnieć,
- jakość gier jest bardzo kiepska,
- Cyfrowe Zarządzanie Prawami (ang. DRM) uderza w zwykłych konsumentów,
- chodzenie do sklepu jest nudne,
- piractwo jest szybkie, tanie i mało ryzykowne.
Skutkiem postulatów płynących w stronę Cliffa Harris’a był spadek cen większości gier owego producenta. Jednakże czy to pomoże zwalczyć piractwo? Bardzo wątpliwa sprawa. Może warto iść w stronę uznania i budowania szacunku dla własnej firmy. Przykładem może być tutaj Blizzard, który wyprodukował cztery znamienne gry. Dźwigają one całą infrastrukturę koncernu. Fani darzą tak wielkim respektem producenta z Irvine, stanu Kalifornia, że wolą kupić oryginalną grę i postawić pudełko na półce jako relikt i hołd uznania w stronę „Zamieci Śnieżnej”.
Nowy sposób na walkę z piractwem?
Każdy rozumie ideę walki z bezprawiem. Dlatego też fakt, iż wielkie korporacje, które tracą rocznie miliony przez popularność programów P2P, chcą walczyć o swoje. Wydawcy gier komputerowych postanowili utworzyć coś, co pomoże nie tyle zwalczyć, co zmniejszyć skalę piractwa komputerowego.
Mowa tutaj o rozbudowanej platformie GOG, która zaoferuje prawdziwe hity sprzed lat. Wiadomo, że gry będą dostępne w dwóch cenach – 5.99 lub 9.99 dolarów. Tytuły zostaną też w pełni dostosowane do zabawy na systemach Windows Vista i Windows XP. Co ciekawe, gry nie będą mieć żadnych ograniczeń chroniących przed kopiowaniem. Efektem takiego zabiegu ma być możliwość wielokrotnego ściągania i instalowania gier na kilku komputerach.
Pomysłodawcy zapowiadają, że GOG.com będzie nie tylko sklepem, ale również portalem społecznościowym, w którym fani starszych produkcji będą mogli wymieniać się swoimi doświadczeniami i opiniami związanymi z konkretnymi tytułami. Na portalu znajdą się również profesjonalne recenzje gier oraz inne artykuły z nimi związane.
Obecnie trwają beta testy serwisu, które rozpoczęły się 11 września tego roku.
Wzorem do naśladowania dla producentów powinien być szef CD Projektu, Michał Kiciński, który stara się w każdy możliwy sposób promować nowo utworzoną platformę. Kiciński uważa, że oferowane produkty będą na tyle tanie, że nie będzie się ich opłacało kraść. Twierdzi, że Polska od zawsze miała większy problem z piractwem komputerowym, aniżeli sąsiedzi krajów zachodnich, co de facto czyni nas bardziej doświadczonymi w kwestii zwalczania.
Podobnie do sprawy zaczynają podchodzić również inni sprzedawcy. Amazon.com oraz iTunes powoli wycofują się ze sprzedawania plików muzycznych chronionych przez DRM.



Polska na czele rankingów piractwa komputerowego
Od lat Polacy górują w przeróżnych dyscyplinach. Nasi rodacy po prostu nie lubią odpuszczać. Ostatnio Polskę umieszczono w ścisłej czołówce „Raportu na temat gospodarki czarnorynkowej” przygotowanego przez firmę Symantec. Autorzy przyznali Polakom 6. miejsce w rankingu ilości udostępnianych plików do ściągania przez sieć BitTorrent oraz 2. miejsce w rankingu ilości udostępnionych gier komputerowych. Przed Polską znalazły się: USA (19%), Wielka Brytania (7%), Kanada (6%), Hiszpania (5%) oraz Brazylia (5%). Doborowe towarzystwo.
Niemal co dwunasta gra komputerowa (8%) udostępniona do ściągnięcia z Internetu pochodzi właśnie z naszego kraju. W tej kategorii Polskę wyprzedzają jedynie Amerykanie (14%). I co z tego, że w USA jest 150 milionów użytkowników Internetu, a w Polsce jedynie 14 milionów?
Gdyby oszacować wartość wszystkich nielegalnych gier w sieci BitTorrent, to tylko w okresie trzech miesięcy wynosi ona ponad 8 milionów. Sporo.
„Nasz raport wskazuje, że wysoki poziom piractwa w sieci może być zależny nie tylko od dochodów użytkowników, ale przede wszystkim od szybkości Internetu i liczby użytkowników do niego podłączonych” – twierdzi w komunikacie Piotr Chrobot, z polskiego oddziału Symanteca. – „Zaskakujące może się wydawać odległe miejsce Chin. Kraj z największą liczbą internautów zajął dopiero 34. pozycję. Najprawdopodobniej wynika to z faktu, że w wielu krajach wciąż większą popularnością cieszą się pirackie programy sprzedawane na fizycznych nośnikach CD/DVD. W Polsce internauci najwidoczniej wolą korzystać ze stale rosnącej przepustowości łącz do ściągania aplikacji na własny komputer”.